ENG
26.9.2016

W poszukiwaniu inspiracji – Dubrownik

Wakacje mają to do siebie, że zazwyczaj wybieramy miejsce spędzenia urlopu w ostatniej chwili. Może nie wszyscy tak robią, ale my tak.

Tym razem padło na Dubrownik. No, bo przecież wszyscy tam byli, wszystkim się Chorwacja bardzo podoba i można tam spędzić niezapomniane wakacje! Toteż z owym owczym pędem wylądowaliśmy w Dubrowniku dnia 15.09.2016 r. wczesnym wieczorem. Lot przebiegł bez niespodzianek i większych opóźnień, a sam Dubrownik przywitał nas słoneczną pogodą. Jak tylko udało się odzyskać walizki, natychmiast udaliśmy się do taxi.  Pan taksówkarz okazał się niesamowicie sympatyczną osobą, mówiącą całkiem składnie po angielsku, więc zarobił u nas pierwszego plusa! Po drodze opowiedział nam gdzie wymieniać pieniądze (polecił banki), gdzie chodzić, gdzie nie chodzić, o jakich porach, co zwiedzić, co sobie odpuścić, itd. Skrupulatnie wiedzę tę notowaliśmy w głowach, aczkolwiek głowy nam jeszcze pękały od szumu samolotu. Oczywiście przed wejściem do taxi ustaliliśmy kwotę przejazdu i tu upsss wyszło 300 kun. Drogo, ale co tam, to przecież wakacje w Dubrowniku!

Po wyjściu z taxi wtargaliśmy się z walizami do hotelu, recepcjonista przemiły, wydał nam klucze, bo już z karty kredytowej hotel płatność za pobyt skasował. Wchodzimy do pokoju, pierwsze widok „see view” – jest, choć ledwo, co dojrzeliśmy w ciemnościach, ogromne i wygodne łóżko typu „king size” – jest, pokój czy to, aby nasz? Wygląda jakby ktoś przynajmniej 2 inne pokoje połączył w jeden, dodatkowo na stole wielki kosz z owocami, wino czerwone wytrawne i woda lekko gazowana! Zaczyna się dobrze.

Szybko ogarnęliśmy sejf i pognaliśmy sprawdzić gdzie tu do morza można szybko dojść. Okazało się, że wystarczy przekroczyć ulicę (niestety dość ruchliwą) i zejść po niebotycznie stromych schodach, i już jesteśmy na plaży. Plaża jak to w Chorwacji kamienista, a do wody schodzi się po drabince. Ale co tam, damy radę. Po tej pierwszej krótkiej wycieczce po okolicy, wróciliśmy do naszego hotelu i padliśmy jak nieżywi.

Rano pobudka 8.00 i szybkie śniadanie! Restauracja, gdzie podawali śniadanie, znajdowała się na I piętrze. Śniadanie, jak to śniadanie: płatki różnej maści, jogurty, owoce, warzywa świeże i na parze, jajecznica, sery, wędliny, słowem standard jak na 4 gwiazdki. Z tarasu gdzie jadaliśmy śniadania, widać było Adriatyk. Aż miło było te śniadanka pałaszować!

Po powrocie ze śniadania stroje kąpielowe na siebie włóż i do wody marsz, nieco chłodnej, bo to już połowa września. I tak było dużo cieplej niż w naszym rodzimym Bałtyku w lipcu. Ludzi kąpało się niewiele, większość wytapiała sadełka na leżakach, oczywiście płatnych, jak to na plaży w kurorcie bywa.

Aby nie zanudzać, co dalej robiliśmy, może pokrótce opiszę, co też ciekawego widzieliśmy:

  1. Dubrownik, zwany perłą Adriatyku, to miasto wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Powstałe ono w VII wieku i przez stulecia, jako jedno z nielicznych funkcjonowało w granicach swoich murów obronnych. Niestety w godzinach 10.00-15.00 wszędzie są tłumy ludzi, głównie Azjatów i Anglików. Praktycznie trudno się przecisnąć. Stare miasto bardzo ucierpiało podczas wojny w latach 90 XX w. Na mapie starego miasta oznaczono miejsca ataku chorwacki Serbów, ochotników z Czarnogóry i jugosłowiańskiej armii. Oblężenie Dubrownika i inne pamiątki z tej wojny można obejrzeć w Muzeum Historii Wojny, które znajduje się na wzgórzu powyżej miasta oraz w Pałacu Rektora. A co warto ponadto zobaczyć:
  • Wspomniane wcześniej mury, których długość przekracza 2 km, a wysokość dochodzi do 10 i więcej m.
  • Brama Pile – to najbardziej okazałe wejście na teren starego miasta, podejście do bramy prowadzi przez starą fosę (obecnie zielony ogród) i kamienny most. W niszy nad wejściem widoczna jest figura Św. Błażeja – Patrona miasta.
  • Główna ulica prowadząca przez stare miasto nazywa się Stradun – właściwie to szeroki marmurowy deptak. Napotykamy tam mnóstwo sklepów i knajpek, gdzie rzesze turystów praktycznie od rana do późnego wieczora siedzą, jedzą i piją. Od głównej ulicy odchodzą boczne, bardzo wąskie, po lewej stronie wspinają się ku górze.
  • Wielka Studnia Onofria, będąca zakończeniem systemu doprowadzającego wodę do miasta od 1444 r. Jest to okrągła, nakryta kopułą budowla, z 16 tryskającymi wodą kamiennymi twarzami, a nazwa jej pochodzi od nazwiska jej projektanta – Onofria dela Cava.
  • Obok studni znajduje się renesansowy kościół Zbawiciela, zarówno fasada, jak i wnętrze tego obiektu są bardzo surowe. Obecnie w środku organizowane są czasowe wystawy, głównie chorwackiej sztuki współczesnej.
  • Plac Luža – to miejsce bardzo gwarne, pełne kawiarenek i restauracji. Na uwagę zasługuje Pałac Sponza – w przeszłości siedziba banku, komory celnej, mennicy i skarbca, teraz znajduje się tu archiwum państwowe z cennymi zbiorami dokumentów dotyczących dziejów politycznych i administracyjnych Republiki Dubrownickiej. Na placu znajduje się ponadto Kolumna Rolanda – filar ze stojącą przed nim figurą legendarnego rycerza, który wg legendy miał pomóc Dubrownikowi w pokonaniu saraceńskich piratów w VIII wieku. Za kolumną znajduje się kościół Św. Błażeja, patrona miasta. Dalej znajduje się barokowy Pałac Rektora, miejsce urzędowania rektora, który pełnił rządy w republice dubrownickiej. W Pałacu Rektora znajdują się dawne pokoje mieszkalne rektora, pamiątki po ochotnikach broniących Dubrownika podczas wojny 1991-1995 oraz Muzeum Miejskie. Czy warto to obejrzeć, jak kto lubi.
  • Poza starym miastem warto wjechać wagonikiem kolejki linowej (za 120 kun od osoby w obie strony) na wzgórze powyżej, skąd rozpościera się cudowny widok na Dubrownik i najbliższą okolice – dech zapiera! Na szczycie wzgórza, w starej twierdzy znajduje się wspomniane już wcześniej Muzeum Historii Wojny z lat 1991-1995. Na mnie największe wrażenie zrobił film z ostrzeliwania starego miasta w Dubrowniku. Ponadto można tam dokładnie zapoznać się z historią tej wojny domowej, zobaczyć zdjęcia z działań wojennych oraz twarze jej uczestników. Trochę to przerażające, bo było tak niedawno…

  1. Półwysep Pelješac – leży tuż przy granicy z Bośnią i Hercegowiną, które to państwo ma na odcinku tylko 10 km dostęp do morza, a dalej znowu rozciąga się Chorwacja. Półwysep słynie głównie ze znakomitych produktów żywnościowych i win. Rzeczywiście jadąc przez półwysep widać, że ziemia jest tam bardzo żyzna. Dwa miasteczka Ston i Mali Ston słyną z owoców morza – małż, homarów, ostryg i wielu gatunków ryb. Wymienione wyżej bliźniacze miasteczka wciśnięte są w wąski przesmyk łączący półwysep z lądem, ubiegają się obecnie o wpisanie na Listę Światowego Dziedzictwa UNECSO ze względu na mury obronne pochodzące z 1333 r. i ciągnące się od małej twierdzy ponad Malim Ston po miasto Ston.
  2. Wyspa Lokrum – to tylko 15 minut stateczkiem ze Starego Portu w Dubrowniku. To piękna i zielona wyspa pokryta lasem piniowym, egzotycznymi tropikalnymi roślinami, pięknymi zatoczkami, spacerującymi po parku pawiami i królikami. W centrum wyspy znajduje się benedyktyński klasztor z XII wieku, który w XIX wieku wraz z całą wyspą został zamieniony na letnią rezydencję księcia Maksymiliana Habsburga. Na najwyższym wzgórzu wyspy, podczas okupacji francuskiej został wybudowany Fort Królewski obecnie zwany belwederem. W każdym razie wdrapanie się na to wzgórze i obejrzenie pozostałości fortu, to naprawdę wycieczka dla wytrwałych. Droga po śliskich kamieniach, przy dość dużym nachyleniu stoku, jest wyczerpująca. Ponadto na wyspie znajdują się pozostałości lazaretu oraz małe słone jeziorko zwane „morzem martwym”.
  3. Cavtat – to nieduże, ale urokliwe miasteczko niedaleko Dubrownika. My popłynęliśmy ze Starego Portu w Dubrowniku do Cavtat stateczkiem – 100 kun od osoby w obie strony. Wzdłuż nabrzeża rosną palmy, znajduje się tam też mnóstwo sklepików z pamiątkami oraz restauracji. Najokazalszym obiektem jest renesansowy Pałac Rektora (dziś to biblioteka), barokowy kościół Św. Mikołaja oraz Klasztor Franciszkanów z renesansowymi krużgankami. Dla mnie najciekawszym miejscem było jednak mauzoleum rodziny Račiciów, wzniesiony za 200 tys. dolarów w 1922 r. dla zamożnej rodziny armatorów z Cavtatu. Mauzoleum zbudowane jest z białego kamienia z wyspy Brač, ozdobione postaciami aniołów, głowami baranów, orłów. Na posadzce zrobiono przepiękne mozaiki marmurowe. To miejsce naprawdę warto zobaczyć, jeśli ktoś lubi Art Deco. Niestety w samym miasteczku jest dość głośno od podchodzących do lądowania samolotów, ponieważ lotnisko jest kilka kilometrów stąd.
  4. Montenegro, czyli Czarnogóra – jedno z najmłodszych państw europejskich, bo powstało w 2006 r. Granica położona jest ok. 45 km na wschód od Dubrownika. Najlepiej podjechać autem lub taxi, podobno chodzą autobusy. Na obu granicach sprawdzają paszporty i zieloną kartę, (jeśli jest się autem)! Panowie w okienkach są bardzo smutni i znudzeni. Jedyną rozrywką, jaką tam mają to sprawdzanie „spanikowanych” Albańczyków lub obywateli innych nieokreślonych nacji. My podjechaliśmy do miejscowości Herceg Novi nad morzem. Wszystko jeszcze pachnie „komuną”, ale przynajmniej obiad był bardzo dobry i dużo tańszy niż w Chorwacji. Świeży Sea Bass był wyśmienity! Zewsząd słychać było „ruskij jazyk” gdyż przeważają tutaj turyści z Rosji i Ukrainy. W miasteczku też stoją zabytkowe mury obronne, jakieś kościoły, paskudne obdrapane wieżowce (jak u nas w latach 80-tych ubiegłego wieku na Ratajach), a ponadto nic w tym miejscu specjalnie ciekawe nie ma. Najpiękniejszym miastem w Montenegro podobno jest Kotor, położony na malowniczym Fiordzie Kotorkim. Ponadto mówi się o: Górach Durmitor, wąwozie rzeki Tara i jeziorze Skadar z największą ostoją pelikanów oraz ekskluzywnym kurortem Sveti Stefan (podobno ulubionym miejscem Sophii Loren). My niestety tam nie dotarliśmy. Może innym razem.

Na koniec okazało się, że poczęstunek od hotelu (wino i kosz owoców) kosztowało nas 49 kun. Nie najgorzej. Warto było! Czy wrócimy kiedyś do Dubrownika – raczej nie. To, co mieliśmy zobaczyć, to zobaczyliśmy. A gdzie pojedziemy za rok – pomyślimy jak zwykle na tydzień przed wyjazdem.

 

I jeszcze kilka uwag natury ogólnej

W Chorwacji spokojnie można dogadać się po angielsku. W naszym hotelu nawet pokojowa nawijała jak „stara”.

W Dubrowniku jest drogo, drogo i jeszcze raz drogo. Obiad jednodaniowy dla 2 osób to wydatek ok. 400 kun (w przeliczeniu na złotówki – to ok. 230 zł). Bilet na autobus miejski to 15 kun na osobę. Warto zakupić Dubrownik Card (1-dniowa, 3-dniowa i 7-dniowa) – w cenie są przejazdy komunikacją miejską oraz bezpłatne wejścia do wybranych muzeów. Autobusy miejskie praktycznie jeżdżą od wczesnego rana do godziny 1 nad ranem! Dość wygodne, również dla imprezowiczów.

Wynajęcie samochodów – szukacie sieciowych wypożyczalni z „full insurance”. Te nie sieciowe sprowadzają auta z Serbii i wypożyczają w Chorwacji za nieduże pieniądze. Nie chciałabym być w skórze tego, co spowoduje wypadek lub będzie w nim uczestniczył. Benzyna też niestety droga. Co do jazdy samochodem, to trzeba mieć żelazne nerwy. Lokalni mieszkańcy parkują gdzie bądź, nawet na przejściach dla pieszych i przystankach autobusowych. Pełen luz! Zasada prawej ręki tam kompletnie nie obowiązuje, wszędzie pchają się autokary zwożące turystów zewsząd, a lokalni kierowcy są chyba przyklejeni to klaksonów. W samym Dubrowniku naprawdę trzeba uważać na rozpychające się autokary, bo drogi są dość wąskie. Na magistrali z kolei nikt nie przestrzega ograniczeń prędkości, pomimo setek serpentyn…

Alkohol można zakupić praktycznie w każdym markecie. Wina – pewnie warto kupić za kwotę powyżej 100 kun, te np. za 75 kun są zbyt młode lub bardzo kwaśne. Z pewnością nie są to wina dla koneserów. W knajpie ich lokalne piwo 0,3 l to wydatek 25-35 kun. Warto też spróbować lodów – 1 ogromna kulka to ok. 10 kun, są naprawdę przepyszne!

Na każdym kroku można spotkać kantory – wymiana pieniędzy jest tam trochę mniej korzystna niż w banku. Wymieniając pieniądze (najlepiej Euro) w banku trzeba się wylegitymować dowodem osobistym lub paszportem – spisują imię i nazwisko oraz nr dokumentu. W kantorach nikt nic nie sprawdza.

Na plażach w Dubrowniku nie widziałam jeżowców, jednak jeżdżąc po okolicznych miejscowościach i plażach było ich mnóstwo. Warto, więc zaopatrzyć się w specjalne buty ochronne (zresztą plaże są kamieniste i tak się przydadzą). Ceny takich butów kształtują się od 60-70 kun.